menu
DajemyRadę.pl / Budżet pod lupę

Budżet pod lupę

Finanse

Koniec z „jakoś to będzie”. Zaczynamy naukę domowego budżetowania. Kurs dla wszystkich Polaków, bo aż ponad połowa z nas twierdzi, że po prostu nie ma z czego oszczędzać. Na zarobki z reguły tylko narzekamy, zamiast przyjrzeć się im racjonalnie. A tymczasem nawet niewielkie dochody pozwalają na odłożenie czegoś na „czarną godzinę”. Trzeba tylko trzymać się planu.

Oczywiście, trzymanie się planu wydatków nie jest takie proste. Zaczniemy więc od wytknięcia sobie błędów. Podobno ich świadomość to pierwszy krok do sukcesu (uczymy się wszak na błędach). A w kwestii domowych finansów chcielibyśmy sukces osiągnąć jak najszybciej.

Sukcesem zaś jest domykający się budżet, pełny portfel i odłożone pieniądze, by móc spełniać nasze marzenia. Brzmi jak reklama produktów bankowych? Nie, to czysta kalkulacja! Oszczędzam, wydaję racjonalnie, więc mogę sobie pozwolić na różne rzeczy, bo wiem, że na to mnie stać. A przede wszystkim nie boję się przyszłości, myślę o niej z wyprzedzeniem i odkładam, by zwyczajnie być przygotowanym na wszelkie nieprzewidziane wydarzenia. I nie ma znaczenia to, ile mam lat, ile zarabiam – planowanie budżetu i oszczędzanie jest niezbędne na każdym etapie naszego życia. Podejście typu Scarlett O’Hara („pomyślę o tym później”) nie sprawdza się w życiu!

Ołówki w dłoń!

Wielu z nas już zapewne próbowało poradzić sobie z domowym budżetem z ołówkiem w ręku, racjonalnie. Tyle, że brakowało w tym konsekwencji już po tygodniu. Zbieranie kwitów, notowanie? W końcu żyje się tylko raz i pal sześć, jakoś to będzie. A najwyżej się za prąd nie zapłaci, przecież od razu nie wyłączą. Poza tym, to tylko ten jeden raz, potem już będę oszczędzać. Mnie się też coś od życia należy, prawda?

Prawda, prawda. Tak się jednak składa, że nagrodą można się w pełni cieszyć, gdy w kolejnym miesiącu nie ma w związku z tym żadnych nowych obciążeń. Życie na kredyt i bycie pod kreską to strategia na bardzo krótką metę.

Próby „ołówkowe” najchętniej podejmujemy, gdy dostaliśmy w kość, gdy nie wystarczyło do końca miesiąca i trzeba było szukać na gwałt pomocy. Sytuacja, w której w portfelu zostawały miedziaki, a do końca miesiąca jeszcze tydzień, może się zdarzyć raz. To nauczka. Tymczasem u nas to raczej grzech powszechny, coś, na co machamy ręką. Nie myślimy o naszych finansach z wyprzedzeniem. Powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że domowy budżet to kwestia systematyczności, a nie życia od przypadku do przypadku.

Na dobry początek roku

Jeśli więc, po świętach zwłaszcza, odczujemy poważny kryzys i będziemy mieli przed sobą cały plik wezwań do zapłaty, mówimy od razu dość. Styczeń wcale nie jest finansowo łatwy, świąteczne przejedzenie może nam się jeszcze jakiś czas odzywać… w kieszeni.

Zacznijmy od analizy. Przez miesiąc obserwujmy, jak i co kupujemy, jak szybko ulatniają się nasze zarobki, co z nich zostaje. Zastanówmy się nad mechanizmem decydującym o tym, kiedy sięgamy do portfela z pominięciem głowy. W głowie odbywa się proces myślenia, czasami proces ten jest niekorzystny dla podjęcia decyzji zakupowej, ale go skutecznie ignorujemy!

Wyprzedaże, promocje, niepowtarzalne okazje? Kto się na to nie nabrał? Codzienna kawa w drodze do pracy? Kuszące! Stańmy się sami dla siebie studium przypadku. Złapmy się na błędach, przeanalizujmy to, o czym myślimy, gdy kupujemy. Może nasze kłopoty finansowe biorą się z tego, że zakupy stały się jedyną rozrywką? A może mamy całe mnóstwo kosztownych przyzwyczajeń, bez których tak naprawdę się obejdziemy?

Dajemy radę:

Analiza domowego budżetu

Sprawdźmy wszystkie nasze codzienne wydatki. Można spisywać wydane kwoty, zbierać kwity albo korzystać z wielu aplikacji, które ułatwią nam prowadzenie takiego archiwum. Analizujemy zarówno wydatki stałe, jak i to, co „idzie na życie”. Warto wydatki od razu przyporządkowywać do określonych kategorii, na przykład – żywność, chemia gospodarcza, kosmetyki, ubrania, rachunki – opłaty stałe, rozrywka, nauka, zdrowie. Kategorie powinny być dla nas czytelne!

Przyjrzyjmy się możliwościom oszczędzania. Oszczędzać można w wielu obszarach, których być może do tej pory nie braliśmy pod uwagę: woda, prąd, dojazdy, kablówka, internet, telefony. Jeśli do tej pory myliśmy zęby „pod bieżącą wodą” i zapalaliśmy światła w całym domu, codziennie dojeżdżamy samochodem do pracy, gdy pod domem mamy wygodny autobus, to warto już zdać sobie sprawę z tego, że strasznie nas to dużo kosztuje, prawdopodobnie zupełnie niepotrzebnie. Efekty tej analizy z radością przywitamy w portfelu.

Oszczędzanie nie będzie możliwe bez przejrzenia ważnych umów oraz wszelkich naszych zobowiązań. Może nie potrzebujemy w ogóle telefonu stacjonarnego, gdy w zasadzie korzystamy tylko z komórki? Pomyślmy o kredycie konsolidacyjnym, jeśli mamy już kilka zobowiązań. A może wystarczy przestać co miesiąc kupować karnet do siłowni, jeśli byliśmy tam tylko raz? Skoro siłownia nie dla nas, to może po prostu zaczniemy biegać? Koszt o niebo niższy!

Przemyślmy nasze przyzwyczajenia – codzienna kawa na mieście, kino co weekend, obiady na mieście, gdy lodówka pęka w szwach? Miliony ludzi na całym świecie żyje bez tego, my też damy radę. Korzyści osiągniemy gdzie indziej, o wiele bardziej wartościowe niż chwilowe przyjemności. W drodze do pracy wystarczy uśmiech, dowiedziono, że jego działanie bywa skuteczniejsze niż kofeina.

Przyjrzyjmy się sobie w trakcie zakupów – „dwa w cenie jednego” nie zawsze wychodzi taniej! A ta miła pani, która daje coś do spróbowania, to prosty zabieg marketingowy. Nie musimy się absolutnie czuć w obowiązku, by odwdzięczać się jej za próbkę jogurtu zakupem całego kartonu. Zwłaszcza, gdy ten jogurt nam nie smakował.

Jednym słowem, koniec z machaniem ręką na małe kłopoty budżetowe, bo te duże już się tak łatwo nie dadzą odpędzić.

Do dzieła! Domowy budżet na warsztat – a w zasadzie na warsztat my sami. Najpierw obserwacja i dostrzeżenie błędów, czyli zebranie materiału do szczegółowej i rzetelnej oceny naszej sytuacji. Jeśli trzeba tu wylać sobie kubeł zimnej wody na głowę, to uwierzcie, naprawdę warto. Zimna woda hartuje!

W kolejnym artykule czekajcie na dalsze wytyczne! Uczymy się z Wami – redaktorki dostały takie samo zadanie, napiszą relację!

DajemyRadę.pl