menu
DajemyRadę.pl / Cadillac Marszałka

Cadillac Marszałka

Zdrowie i Życie

Jakie samochody były w latach 30 ubiegłego wieku? Czym jeździł Marszałek Piłsudski? Na te i inne pytania możesz odpowiedzieć dzieciom, pokazując im wyjątkowego Cadillaca Fleetwood V8 Special w warszawskich Łazienkach. To ostatnie auto Naczelnika. Zapraszamy na lekcję historii na 4 kołach.

​Luksus na… kiepskich drogach

W II Rzeczpospolitej dróg było niewiele, a samochody były dobrem luksusowym i niepraktycznym. Większość mieszkańców poruszała się pieszo albo furmankami tylko po najbliższej okolicy. Nieliczni podróżowali. Wybierali wówczas kolej, która stosunkowo szybko się modernizowała po zaborach. W pierwszych latach niepodległości zaledwie kilka osób korzystało z samochodów. Na 10 tysięcy mieszkańców przypadało tylko 10 pojazdów. Podczas gdy w Anglii i Francji na tę samą liczbę osób było ponad 500 aut. W okresie międzywojennym najwięcej samochodów jeździło w Stanach Zjednoczonych, skąd zresztą pochodziła duża część aut w Europie. Wszystko za sprawą Henry’ego Forda, który uruchomił ich masową produkcję.

W Polsce rozwój motoryzacji hamował również brak paliwa i jego wysoka cena. Według dzisiejszych cen za litr benzyny trzeba było zapłacić aż 8 zł, czyli 80 ówczesnych groszy. Średnie zarobki wynosiły zaś 24 zł tygodniowo. Pierwsze stacje benzynowe powstały dopiero w 1924 r. w Warszawie. Benzynę kupowało się w… aptekach i ​składach chemicznych

​Dopłaty do aut

Mimo trudności, liczba samochodów stopniowo rosła. W 1938 roku było ich już 26 tysięcy, czyli prawie 3,5-krotnie więcej niż w latach 20. Najpopularniejszym autem II Rzeczpospolitej były Fiaty 508 i 518 produkowane w Państwowych Zakładach Inżynieryjnych oraz Chevrolety, które od 1937 r. montowano w zakładach Lilpop, Rau, Loewenstein na warszawskiej Woli. Chętnie wybierano też Fordy, podobnie jak w Zachodniej Europie. Były niedrogie i dobrze się sprawdzały na polskich bezdrożach. Władze II RP oferowały specjalne ulgi i dopłaty, by ożywić gospodarkę, przyspieszyć rozwój motoryzacji oraz zachęcić mieszkańców do kupna samochodu. 

Unikalny Cadillac z Detroit

W międzywojennej Warszawie najlepszym miejscem na zamówienie wyjątkowego pojazdu było Stołeczne Towarzystwo Handlu Samochodami. 8 listopada 1934 roku do dyrektora tej placówki wpłynęło rządowe zamówienie na limuzynę dla Marszałka Józefa Piłsudskiego

Tak rozpoczęła się prawie stuletnia przygoda jednego z najciekawszych pojazdów polskiej historii: Cadillaca Fleetwood V8 Special Seven Passengers Limousine z serii 355D.

Samochód trafił do Polski na początku 1935 r. Różnił się od bazowego modelu. Niezbędne modyfikacje wynikały z potrzeby zapewnienia właściwego komfortu i należytej ochrony. Samochód otrzymał fabrycznie podwyższone o 10 cm nadwozie, dzięki czemu Marszałek nie musiał przy wsiadaniu schylać głowy. Limuzynę dodatkowo opancerzono – w drzwiach, tylnej części nadwozia i nadkolach od strony kabiny umieszczono stalowe płyty o grubości 1 cm oraz wprawiono kuloodporne szyby wielowarstwowe grubości 2,5 cm. Zainstalowano również m.in. ogrzewanie elektryczne, dwa akumulatory, powiększony zbiornik paliwa i dodatkowy oleju silnikowego, radio, kanapę w przedziale pasażerskim z wypełnieniem puchowym, specjalne uchwyty ułatwiające wsiadanie i wysiadanie, pojemne popielniczki, podświetlenie stopni i telefon do komunikacji z szoferem. Wzmocniono także zawieszenie i dodano specjalny sygnał dźwiękowy – syrenę pojazdów uprzywilejowanych w ruchu drogowym. Cadillac rozwijał prędkość do 100 km/h, palił 30 litrów benzyny na 100 km i ważył aż 3,5 tony. Niestety, Józef Piłsudski korzystał z niego zaledwie dwa miesiące.

Po śmierci Marszałka z samochodu korzystała jego żona, jeździli nim dygnitarze i goście Rzeczpospolitej, m. in. król Rumunii Karol II oraz prezydent Ignacy Mościcki. Jeździł nim też marszałek Edward Rydz-Śmigły. Na początku II wojny światowej limuzyna trafiła do Rumunii, gdzie korzystali z niej tamtejsi dygnitarze.

​Trudne losy w PRL-u

Po wojnie samochodem zajął inż. Stefan Wengierow, który od kwietnia 1946 roku sprawował funkcję chargé d’affaires w polskiej placówce dyplomatycznej w Bukareszcie. Dzięki niemu i licznym osobistym interwencjom u Emila Bodnarasa, szefa rumuńskiego Urzędu Rady Ministrów, udało się odzyskać auto. Wróciło do Polski w 1946 r. i trafiło do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Ponoć ubecy strzelali do niego, aby sprawdzić, czy jest kuloodporne.

W 1956 roku limuzynę przekazano do składnicy muzealnej we Wrocławiu. Niestety była zdewastowana: bez silnika z osprzętem, wskaźników, korbek, klamek, elementów lamp i siedzeń. Trzymano ją w magazynach ZOO. Stamtąd, po siedmiu latach, trafiła do Aeroklubu Krakowskiego a później do Muzeum Techniki Naczelnej Organizacji Technicznej w Warszawie. W tym czasie celowo, aby ukryć jej przeszłość, mówiło się, że to „Cadillac Ignacego Mościckiego”. Do renowacji stała w Muzeum Motoryzacji, w położonym nieco na uboczu, przedwojennym podziemnym garażu przy ul. Filtrowej w Warszawie.

​Niezwykła renowacja  

W marcu 2013 r. rozpoczął pracę specjalny zespół ekspertów pod kierownictwem dr. Jana Tarczyńskiego, dyrektora Centralnej Biblioteki Wojskowej. Przygotował dokumentację i plan odbudowy zabytku. Rekonstrukcję samochodu przeprowadziła firma Pawła Sławińskiego „Classic Cars” z Poznania. Jak? Rozebrała go do najmniejszej śrubki, a każdą część pieczołowicie odtworzyła, zgodnie z dokumentacją. Te elementy, których nie dało się zrekonstruować, pochodzą z samochodu – dawcy (tzw. donor car), który kupiono specjalnie do tego celu w USA. 

- Kupno takiego auta jest niebotycznie drogie. Udało się to przy restauracji Cadillaca Piłsudskiego.
To samochód o ogromnej wartości historycznej, nawet jeśli Piłsudski nim prawdopodobnie nigdy nie jeździł. Auto ma pełną dokumentacją rządową, co jest wyjątkowe. Bez wsparcia sponsora jednak byłoby to niemożliwe. Naprawdę, Fundacja PZU zrobiła tu doskonałą robotę – opowiada red. Patryk Mikiciuk z TVN Turbo, znawca i kolekcjoner starych samochodów.

Prace trwały 8 miesięcy,  nadzorował je specjalny zespół powołany przez Kancelarię Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej wraz z Naczelną Organizacją Techniczną. Partnerem i mecenasem przedsięwzięcia, który w całości je sfinansował, jest Fundacja PZU.

Dzięki wspólnemu zaangażowaniu wielu osób udało się ocalić od zapomnienia nie tylko klasyczną maszynę i piękny przykład dawnej techniki motoryzacyjnej. To również historyczne dziedzictwo – opowiadanie o nim to zawsze pokazywanie złożonego kontekstu społecznego i politycznego Polski przedwojennej i powojennej. Warto o tym wiedzieć.

Dziś możesz podziwiać odrestaurowane auto w specjalnej przeszklonej i podświetlanej gablocie w warszawskich Łazienkach, tuż obok Belwederu.

Całą historię Cadillaca oraz wydarzeń historycznych, których był świadkiem poznasz na stronie: cadillacmarszalka.pl

DajemyRadę.pl