menu
DajemyRadę.pl / Manager też maratończyk

Manager też maratończyk

Zdrowie i Życie

Fred Lebow, twórca nowojorskiego maratonu, powiedział: „Ludzie biegną nie po to, aby zdobywać medale, ale by sprawdzić samych siebie”. Jeżeli się sprawdzać, to tylko z pasją! O swojej pasji biegania opowiada nam Rafał Bebelski, Kierownik Zespołu Wydarzeń Biznesowych w PZU Życie SA.

Rafał Bebelski
Rafał Bebelski
Kierownik Zespołu Wydarzeń Biznesowych w PZU Życie SA, maratończyk

K.S. Zacznę przewrotnie: co takiego fascynującego jest w bieganiu? 

R.B. Odpowiem przewrotnie: kto powiedział, że bieganie jest fascynujące? Jeśli pyta Pani dlaczego biegam, to odpowiedź jest banalna: z przyzwyczajenia do dobrego samopoczucia i satysfakcji z przebiegniętego dystansu. Zaczęło się przypadkiem. Męski zakład podczas spotkania przyjaciół w 2007 roku. Postanowiłem udowodnić sobie i innym, że nadwaga i praca na etacie nie są przeszkodą, by ponownie zacząć uprawiać sport. Ponownie, bo w latach szkolnych byłem ​zawodnikiem jednego z warszawskich klubów piłkarskich.

K.S. Dlaczego zaczął Pan biegać w maratonach? 

R.B. Ponieważ w każdym z nas drzemie zdobywca… Na początku wyzwania były bardzo małe: kolejny kilometr, zakręt na drodze, następny zagajnik, dodatkowe 5 minut, pół godziny bez zadyszki. Banał. W pewnym momencie te drobne elementy przestają motywować. To jest dobry czas, by zapisać się na bieg uliczny. Pierwsze 10 km, półmaraton i co dalej? Naturalnym jest, że każdy biegający człowiek chce się zmierzyć z dystansem maratońskim. Ja zrobiłem to w 2008 roku po 12 miesiącach „wychodzenia” z domu w butach do biegania… Wychodzenia, gdyż bieganie a trening biegowy to dwie różne rzeczy.

K.S. Ile ukończonych maratonów ma Pan na koncie? 

R.B. Jeśli myśli Pani, że będziemy rozmawiali o dużych liczbach to muszę Panią rozczarować. Mam na koncie sześć startów w Polsce i jeden w Pradze. 

K.S. A ile jest prawdy w powiedzeniu o samotności długodystansowca? 

R.B. ​Dla mnie samotność nie stanowi problemu. Wręcz przeciwnie. Trudno jest znaleźć partnera na długie wybieganie, dlatego, przemierzając samotnie kolejne kilometry, mam szansę prowadzić wewnętrzny dialog czy rozprawiać nad tematami dla mnie ważnymi w danym momencie. Zamiast siedzieć na kanapie, zakładam buty i ruszam w trasę. To doskonały sposób na przerwanie monotonii ciągłego biegania w okolicy zamieszkania. Ile razy można przemierzać te same ścieżki? Przecież te miejsca wcale się nie zmieniają … Życia dodają im tylko pory roku… Samotność – to całkiem pożyteczne zwierzę.

Rafał Bebelski podczas jednego z biegów

K.S. Zdarzają się Panu chwile słabości na trasie? Jak Pan sobie z nimi radzi? 

R.B. Chwile słabości? Nie odnajduję w swoim słowniku tego słowa… (śmiech). Domyślam się, że pyta pani o słabości i zwątpienie w sukces podczas zawodów? Każdemu zawodnikowi, nawet amatorowi, zdarzają się momenty, w których optymizm i pozytywne nastawienie schodzą na dalszy plan i pojawiają się „czarne chmury”. To ryzyko wkalkulowane w każdą dziedzinę życia. Ja zawsze mam w głowie cel. Nawet w chwilach, gdy się oddala, zawsze o nim myślę i głośno go sobie powtarzam. Tak było podczas ostatniego 35. PZU Maratonu Warszawskiego we wrześniu 2013 roku.  Trzy miesiące solidnej pracy przygotowującej do tych zawodów i wyznaczony cel – 3:30.  Wszystko szło znakomicie, wsparcie i współpraca dwóch kolegów na trasie realizujących identyczne założenia, delikatny zapas na każdym pomiarze czasu i zbliżająca się meta. Dziesięć kilometrów do Stadionu Narodowego, biegniemy równo i nagle czerwone światło. Dziwnym trafem zaświeciło się tylko w mojej głowie. Zostaję z tyłu obserwując oddalające się koszulki kolegów. Zegarek zaczyna się śpieszyć, a uciekające sekundy oddalają mnie od upragnionego wyniku. Wtedy przychodzi moment by „wyłączyć” głowę, by odciąć się od myśli w stylu: „nie mam siły”, „nie dam rady”, „może czas się zatrzymać”? Nie zatrzymałem się. Patrząc na zegarek biegłem do przodu. Na ostatnich dwóch kilometrach podjąłem kolejną próbę walki. Tylko determinacja i wiara w sukces pozwalają pokonać słabość. Mnie się udało. 3:29:26! Cel został osiągnięty!

2h 03m 23sek

– oto rekordowy czas przebiegnięcia maratonu przez Wilsona Kipsanga (Kenia)

K.S. Biegać można dla siebie i można biec po trofeum. Co Pana motywuje? 

R.B. ​Motywuje mnie osiągany wynik. Najmniejszy progres to dla mnie najlepsza motywacja.

K.S. Na zawody zabiera Pan: solidne przygotowanie, kondycję fizyczną, zdrową dietę oraz…? Ma Pan jakiś talizman, coś co zawsze Panu towarzyszy? 

R.B. ​Na zawody zabieram dobry humor. To dodatkowy zastrzyk energii i co najważniejsze, można nim zarażać innych.

K.S. Jak wygląda Pana codzienny trening? Ile kilometrów pokonuje Pan miesięcznie?

R.B. Trening jest zawsze dostosowany do pory roku, cyklu przygotowań i przede wszystkim planu startów na dany rok. Kilometraż… powiem krótko. W ciągu roku mój dzienniczek treningowy pokazuje od 40 do 100 km/tydzień

K.S. Czy bieganie może przestać wystarczać? Jak można je urozmaicać, czym „doprawiać”? Wiem, że uprawia Pan również triathlon.

R.B. To nie jest tak, że bieganie przestaje wystarczać. Można w doskonały sposób urozmaicać sobie trening tak, aby każdy kolejny sezon biegowy był inny. Trzeba tylko nauczyć się obserwować swój organizm i podpatrywać kolegów i koleżanki na treningach.

Dziękuję za rozmowę.

Imprezy biegowe sponsorowane przez PZU:

Rozmawiała Karolina Siwadło

DajemyRadę.pl