menu
DajemyRadę.pl / Motocykliści i kierowcy – drogowy savoir vivre

Motocykliści i kierowcy – drogowy savoir vivre

Samochód Bezpieczeństwo

To, że kierowcy samochodów i motocykli za sobą nie przepadają, wiadomo nie od dziś. Niepodważalny jest za to fakt, że co roku coraz więcej osób zaczyna swoją przygodę z motocyklem. A więc miejsce na drodze musi znaleźć się dla wszystkich.

Lech Potyński
Lech Potyński
Redaktor naczelny „Świata motocykli”

Kierowcy winą za wypadki obarczają motocyklistów, a motocykliści kierowców aut. Ale jednych i drugich powinna obowiązywać generalna zasada – myśl za siebie i za innych uczestników ruchu. Stereotyp motocyklisty wśród kierowców samochodów to „wariat w kasku”, pędzący slalomem pomiędzy autami, a popularnym wśród nich, z początkiem każdego sezonu motocyklowego, jest powiedzenie „idzie wiosna, będą warzywa”.

Z Lechem Potyńskim, redaktorem naczelnym „Świata motocykli” rozmawiamy o wzajemnym szacunku na drodze, który powinien stać się chlebem powszednim wśród kierowców motocykli i samochodów. A w zasadzie obowiązywać wszystkich użytkowników dróg.

A.P. Czy rzeczywiście motocykliści nie myślą o bezpieczeństwie na drodze?

L.P. ​Niestety motocykliści tak są postrzegani. I nie ma znaczenia fakt, że 95% jeździ w sposób odpowiedzialny i „normalny”. Takich motocyklistów po prostu się nie zauważa. Patrzy się na nas przez pryzmat tych 5%. Myślę, że z użytkownikami samochodów jest podobnie. Większość jeździ prawidłowo, a uwagę zwracamy tylko na tych, którzy ewidentnie i spektakularnie łamią przepisy. Rowerzystów to też dotyczy. W zasadzie chyba każdego uczestnika ruchu drogowego.

A.P.  Jakiego zachowania na drodze nie lubią motocykliści u kierowców aut? 

L.P. Najbardziej niebezpieczne jest zajeżdżanie drogi i wyjeżdżanie z drogi podporządkowanej tuż przed rozpędzony motocykl. Manewr ten powiązany jest na ogół z nagłym hamowaniem, a jak wiadomo motocykl jest wywrotny i często kończy się to dużymi urazami kierowcy jednośladu. Niemile widziane jest też blokowanie przejazdu w korku przez samochody, na zasadzie – ja stoję, to ty też sobie postój. 

A.P. Na co jeszcze narzekają motocykliści?

L.P. Motocykliści przede wszystkim nie lubią agresji, pewnie tak jak każdy inny uczestnik ruchu. Nie lubimy złośliwego zajeżdżania drogi, prób ścigania się spod świateł przez kierowców aut. Nie lubimy, gdy kierowcy nie są uważni na drodze i nie koncentrują się na jeździe, tylko na ględzeniu przez komórkę, wysyłaniu SMSów, paleniu papierosów, czy po prostu konwersacji z pasażerem. Myślę, że nie lubimy też tych, którzy widząc wypadek z udziałem motocyklisty, mówią: „dobrze ci tak, dawco nerek”, nie znając nawet powodów wypadku.

A.P. Jak edukować użytkowników dróg? Jak nauczyć ich zasad savoir vivre’u na drodze oraz zgodnego użytkowania wspólnej przestrzeni?

L.P. ​To akurat jest dosyć proste. Z podobnymi problemami borykał się Paryż jakieś 30 lat temu. Wtedy zorganizowano potężną kampanię medialną opłacaną przez rząd, a propagującą wzajemną uprzejmość i po prostu uczącą zachowania na drodze. Wkrótce przyszły tego efekty. Teraz kierowcy aut zostawiają między sznurami stojących w korku pojazdów niewielką przestrzeń, w której może zmieścić się motocykl. Motocykliści z kolei nie jeżdżą slalomem między autami, nie ścigają się po wszystkich pasach ruchu, tylko we w miarę uporządkowanym strumieniu suną udostępnionym korytarzem. Takie sytuacje widziałem w wielu miastach Europy, znacznie bardziej zakorkowanych niż Warszawa czy Poznań.

Duża liczba motocykli na naszych drogach to zjawisko stosunkowo świeże (duża liczba aut zresztą też) i Polacy po prostu muszą nauczyć się koegzystować. Jeżdżąc prawie codziennie na motocyklu do pracy zauważam, że sytuacja i tak się poprawia w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia kilka lat temu. „Samochodziarze” zaczynają nas dostrzegać i uczą się, że motocykle są szybsze niż auta i jest ich coraz więcej. Z kolei motocykliści mają coraz mniejszą potrzebę epatowania na drodze swoją wybujałą osobowością. 

Lech Potyński („Świat Motocykli”)

Wraz z rosnącą liczbą motocykli i aut na drogach po prostu uczymy się, jak wspólnie jeździć, aby nie doszło do kolizji. Nie dajmy się zwieść stereotypom i pozbądźmy się negatywnego nastawienia. Brawura jest złym doradcą zarówno dla motocyklistów, jak i kierowców samochodów. Jedźmy zawsze zgodnie z przepisami, miejmy wyobraźnię i zachowujmy kulturę na drodze. Wtedy każdy z nas dojedzie do celu.

Rozmawiała Anna Puchalska

DajemyRadę.pl