menu
DajemyRadę.pl / Na cztery… łapy. Domówka oczami psa

Na cztery… łapy. Domówka oczami psa

Kiepsko słyszą; niewiele widzą; węch mają, że szkoda gadać i jeszcze wydają dźwięki o takiej częstotliwości, że uszy odpadają. A kiedy tylko zbliżą się na wyciągnięcie ręki, zaraz zaczynają miętosić, czochrać, klepać… Wrrr… Ludzie są naprawdę dziwni. Szczególnie ten jeden – mój pan. Uparł się, że zorganizuje najlepszą domówkę w karnawale. Doczekać się nie mogę. Ogon mi chodzi jak śmigło. Szczęki też chodzą…

Gdyby chociaż za przygotowania wzięła się jego dziewczyna.

Ale nie – ja sam, ja sam. Taki wyzwolony!

Zaczął klasycznie: kupił kilka zgrzewek żółtego płynu z bąbelkami i upchnął pod schody.

— Ileś ty tego przywlekł??? – zapytała czule moja pani. Cały garnizon chcesz tu zaprosić? – Zaraz garnizon… – pan nie był w nastroju do żartów. Tylko Piotrka, Marka, Maćka, Grześka, Jaśka… – wymieniał tak  i wymieniał. – Z żonami – dodał na koniec.

— A dla nas co… – chciała się dowiedzieć pani. – My za tym waszym sikaczem nie przepadamy…

— A, dla was też coś mam! – Pan ucieszył się jak dziecko i śmignął do samochodu. Proszę: skrzyneczka czerwonego wina.

To rozumiem! Teraz pani będzie mogła przygotować swoją ulubioną deskę serów i kupić inne pyszności.

— To kto sprząta? – Pani drążyła dalej. – Ja czy ty?

— A po co sprzątać? – zainteresował się pan – przecież i tak nabałaganimy… Urządzimy wspólne gotowanie!


Pani zrobiła wielkie oczy, takie jak ja, kiedy… no, wiecie… i popatrzyła na pana takim wzrokiem, że aż się przestraszyłem.

— Że co urządzimy???

— Wspólne gotowanie. Zaprosimy przyjaciół do kuchni! Wszystko już obmyśliłem. Posłuchaj: do zaproszeń dołączymy listę sprawunków i zapowiemy wszystkim, żeby podzielili się zakupami. Każdy przyniesie coś innego. Jak za naszych młodych lat – taka składkowa impreza. A potem razem będziemy robili sałatki i zapiekanki. I znajdziemy to naczynie do fondue. I grill stołowy kupimy, co? Przecież i tak planowaliśmy… A potem będziemy biesiadować i bałaganić jeszcze bardziej, a na koniec zrobimy pokaz fajerwerków.

— Tutaj???

— Nie, nad Wisłą. Akurat przyda nam się spacerek po takiej obfitej kolacji.

Panią zatkało, a pan był z siebie taki dumny, jak wtedy, kiedy przyniósł mnie do domu i ja zaraz nasikałem na podłogę, a pani powiedziała: ale słodkiii.

— Dobrze… – powiedziała pani bardzo powoli… – a czy oni się zgodzą?

— Już się zgodzili!

Tylko jakoś nie przyszło moim państwu do głowy, żeby zapytać mnie o pozwolenie na ten pokaz… A ja strasznie boję się huku! Fajerwerki? Po moim trupie! I już zacząłem drobić obok pani i trykać ją nosem, żeby jej to powiedzieć, ale ona jak zwykle była pierwsza: nie bój się, wiem, że nie lubisz hałasu, ale wiem też jak temu zaradzić. Ufff… co ja bym bez niej zrobił.

Fajerwerki? Dziękuję, zaczekam pod kocem!

Czyli wszystko jasne. Teraz tylko muszę poprosić moich państwa o zapowiedzenie gościom, że żadnego miętoszenia, czochrania, klepania… Mam się przywitać z całym garnizonem ludzi? Co to, to nie. Ale poza tym, to niech sobie gotują, hałasują, bałaganią. Mam naprawdę świetnych państwa. Należy im się jak psu zupa!

Ach, byłbym zapomniał!

Chociaż mój pan może wydawać wam się nieco niedojrzały, jest bardzo rozsądnym facetem. Kiedy brał mnie ze schroniska, uprzedzono go, że mam za sobą trudne przeżycia i mogę… wiecie… mogę nie zawsze być grzeczny. I wtedy pan wykupił polisę OC osób fizycznych w życiu prywatnym. Jej zakres jest bardzo szeroki. Na przykład chroni w razie szkód wyrządzonych przez zwierzęta domowe; przez psy uznawane za agresywne lub zwierzęta egzotyczne.

Moi państwo okazali mi tyle serca, że nigdy, przenigdy nie świrowałem! No, po prostu jest ze mnie ideał cnót wszelkich.

Ale fajerwerki mnie jednak przerażają… Nawet jeśli pani ma jakiś patent, mogę nad sobą nie zapanować. Już to widzę: pędzę jak szalony, na oślep. Na klatce schodowej wpadam na sąsiada z tacą pełną kieliszków z szampanem i bach! I pędzę dalej, kapcie porywam, stół przewracam… A jeśli dołączy do mnie legwan sąsiadki z parteru? Smok, jaszczur, a też ma swoje lęki…

Polisa, o której wam mówiłem, to jednak był dobry pomysł.

A przecież rozpatrzyliśmy dopiero jedną wersję wydarzeń. Bo o zachowaniu mojego pana i jego kolegów, wolałbym się jednak publicznie nie wypowiadać… Ale w polisie stoi, że działa ona w razie zdarzeń związanych z posiadaniem lub użytkowaniem nieruchomości, łącznie ze szkodami wodno-kanalizacyjnymi, oraz urządzeń gospodarstwa domowego. Czyli pan też jest kryty jakby co.

Ciekawe jak nam się uda balanga?

DajemyRadę.pl