menu
DajemyRadę.pl / Przyroda zwariowała?

Przyroda zwariowała?

W tym roku zima nas… rozpieszcza. W grudniu wiosna, w styczniu trochę mrozu, śniegu nie za dużo. Dośnieżanie stoków narciarskich to nowa dyscyplina sportów zimowych…

Nie tęsknimy za siarczystymi mrozami, zaspami i śnieżycami. Cieszył nas fakt, że nie trzeba było wstawać godzinę wcześniej, żeby skrobać zamarznięte szyby w samochodzie. Tej zimy w zasadzie nie doświadczyliśmy ekstremalnych warunków drogowych; nie utknęliśmy w szczerym polu pozbawieni nadziei na odblokowanie drogi w ciągu najbliższych kilku godzin; nie marzliśmy we własnym domu z powodu popękanych rur ciepłowniczych. Ale, przyznajcie sami – zima bez zimy, z porywistymi watrami (halny za halnym…), frontami atmosferycznymi przemieszczającymi się nad naszą głową w obłąkańczym tańcu i temperaturą raczej przednówkową niż zimową, fatalnie wpływa na nasze samopoczucie. Sercowcy na pewno dorzuciliby swoje trzy grosze. I reumatycy. I… 

Zmiany, zmiany, zmiany

Ale czy przypadkiem nie przesadzamy? Tak, jesteśmy świadkami zmian klimatycznych. I choć nie następują one tak szybko, jak nam się wydaje, w istotny sposób wpływają na nasze życie. Pogoda jest po prostu nieprzewidywalna. Warto o tym pamiętać i wykorzystać wszelkie sposoby na to, by się przed nią zabezpieczyć. By jeden szczególnie wietrzny, burzowy czy mroźny dzień nie przesądził o zniszczeniu dorobku całego życia.

O zmianach klimatycznych i o tym, czy zimy trzeba się bać, rozmawiamy z Michałem Kowalewskim, klimatologiem w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. 

Michał Kowalewski
Michał Kowalewski
Klimatolog w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej

A.D. Co jest przyczyną zmian klimatycznych? Wszyscy tłumaczą je globalnym ociepleniem. Czy to prawda?

M.K. Zacznijmy od terminologii – trzeba to koniecznie wyjaśnić. Globalne ocieplenie występuje w powszechnej świadomości, jako utarty związek frazeologiczny i wygodne wytłumaczenie tego, co obserwujemy. A to nie zupełnie tak, bo globalne ocieplenie to tylko jeden z przejawów globalnych zmian klimatu. Tych zmian jest znacznie więcej, od wielu już lat klimatolodzy wskazują nie tylko na temperaturę. Na klimat trzeba patrzeć w wieloletniej perspektywie, dlatego na przykład tegoroczna zima nie powinna być dla nas zaskoczeniem, a jak o niej mówimy – to raczej, jako o epizodzie. Na tle ostatnich lat wcale nie wypada odmiennie.

A.D. No tak, ale przecież w grudniu mieliśmy prawdziwą wiosnę!

M.K. Nie, tegoroczna zima wpisuje się w ciąg ostatnich lat. W zasadzie od początku wieku obserwujemy zmiany, zimy są coraz cieplejsze. Było tak przez ostatnich 9 lat i bardzo ciepły grudzień nie jest tu dużym zaskoczeniem. W styczniu dotarło do nas powietrze z północnego wschodu i mamy zimę taką, do jakiej się przyzwyczailiśmy albo inaczej: jakiej oczekiwaliśmy. Natomiast tygodniowe epizody mrozów w poprzednich latach też nie przesądzają o całej zimie i nie świadczą, że te poprzednie były bardziej mroźne od obecnej. Zimy stają się po prostu cieplejsze. 

Generalnie, w ostatnich latach obserwujemy to, że nasz klimat w chłodnym półroczu wykazuje tendencje do upodobniania się do klimatu zachodnioeuropejskiego, w którym zima przychodzi później. Tak właśnie było w poprzednich latach. Choć były epizody śnieżne, nawet jesienią, to w grudniu białej zimy nie było, ona przychodziła dopiero w styczniu. W zeszłym roku śnieg, który spadł w styczniu, leżał przecież bardzo długo. Nasz klimat w miesiącach zimowych zaczyna więc być podobny do klimatu w krajach położonych bliżej Oceanu Atlantyckiego – w tę stronę zmierza.

A.D. Dla osób ciepłolubnych to chyba dobra wiadomość.

M.K. Uważajmy na pewną pułapkę, w którą wpadają często media. To, że nasz klimat upodabnia się do tego, jaki panuje w Europie Zachodniej, nie oznacza, że jest taki sam jak w Niemczech czy Francji. Będzie cieplej, ale nie tak ciepło, jak na Węgrzech czy w Bułgarii. U nas pozostanie na przykład duże ryzyko przymrozków. Możemy natomiast mówić o nowym polskim klimacie, który wykazuje podobieństwo do klimatu zachodnioeuropejskiego.

A.D. A co to dla nas oznacza, choćby dla upraw?

M.K. Na przykład ryzyko wiosennych przymrozków. Ono jest bardzo groźne. Trzeba jednak zrozumieć, co kryje się pod terminem okresu wegetacyjnego. W Polsce przyjmuje się, że wegetacja rusza, gdy temperatura gleby przekracza 5°C. 

A.D. Czyli to, co widzieliśmy w grudniu to już początek wegetacji? Przecież drzewa zareagowały.

M.K. Zareagowały na przykład wierzby, ale one zawiązki paków mają już jesienią, proces wegetacji wygląda tu zupełnie inaczej, drzewa reagują na zmiany temperatury powietrza. Zupełnie inaczej niż kluczowe dla rolnictwa zboża, rośliny jednoroczne. Jeśli na wiosnę rusza wegetacja, a potem jest gwałtownie przerwana – to jest to problematyczne.

A.D. No dobrze, a wszystkie gwałtowne zmiany w pogodzie? To przecież na pewno negatywnie odbija się np. na uprawach.

M.K. To też tendencja naszego klimatu w skali globalnej, ale wbrew pozorom nie jest to zjawisko tak gwałtownie przyrastające, jak donoszą media. Owszem, są wyraźne zmiany, ale proszę zauważyć, że informacje o burzach w małych miejscowościach kiedyś w ogóle nie docierały do świadomości społecznej, a dziś „idą” na czołówki zaraz po pierwszych wyładowaniach. Trzeba oddzielić od rzeczywistych zmian klimatycznych rolę mediów… 
A teraz, o co w tych zmianach chodzi. W uproszczeniu: od kilkunastu lat obserwujemy zmiany w składzie atmosfery, które z kolei mają wpływ na energię, jaka przez atmosferę jest pochłaniana. To oznacza, że zmienia się też sposób oddawania tej energii przez atmosferę.
Ulega ona przekształceniom w energię cieplną (jest cieplej) oraz energię kinetyczną (ale uproszczeniem byłoby powiedzenie, że to oznacza tylko wiatr!) – to ruchy mas powietrza.

A.D. No tak, w przyrodzie nic nie ginie…

M.K. Dokładnie tak, po prostu zmienia się sposób oddawania tej olbrzymiej energii nagromadzonej w atmosferze. Część jest wyładowywana w postaci gwałtownych deszczy, silnych wiatrów, czyli niekoniecznie korzystnie dla nas. I to jak najbardziej musimy brać pod uwagę. Choć rzeczywisty przyrost tych zjawisk jest mniejszy niż ten sygnalizowany przez media. 
W Skandynawii też zamykane są drogi z powodu opadów śniegu czy oblodzenia – to jest naturalne. 

A.D. Czyli nie obwiniamy zimy za to, że jest zimna…

M.K. Tak, ale pamiętajmy o tym, że od zawsze człowiek chciał panować nad przyrodą, tylko ona nie zawsze się daje ujarzmić. To, że żyjemy w dobie rozwiniętych technologii, nie znaczy, że pogoda przestała mieć wpływ na nasze funkcjonowanie. Nie powinniśmy być mniej czujni! To my musimy dostosować się do zmian klimatu! Jeśli zimą droga jest oblodzona i dochodzi do wypadku, to nie obwiniajmy zimy! Wińmy siebie za niedostosowanie się do warunków atmosferycznych. A to tylko przykład. 

A.D. Bądźmy pokorni wobec przyrody?

M.K. Jak najbardziej. Warto sobie też uświadomić, że nadal to zima jest dla nas najtrudniejszą porą roku. 

A.D. A czy to prawda, że zacierają się granice w porach roku?

M.K. ​Nie, pory roku się nie zmieniają. Oczywiście można na to patrzeć w zależności od definicji, jaką przyjmiemy. Np. latem przyjmuje się, że temperatura jest powyżej 15°C. Uśredniając, w zasadzie w ciągu roku mamy temperatury dodatnie. To, co teraz obserwujemy, to gwałtowniejsze zmiany – coś, co profesor Lorenc określiła jako eksplozję wiosny lub eksplozję lata. Wcześniej pory roku zmieniały się łagodniej – przedwiośnie, przedzimie stanowiły łagodniejsze przejścia między porami roku. Ale te się nie zmieniły. 

Rozmawiała Agnieszka Durska

DajemyRadę.pl