menu
DajemyRadę.pl / Rozsądnie, mniej brawurowo

Rozsądnie, mniej brawurowo

Bezpieczeństwo Podróże Zdrowie i Życie

Urlopy zimowe zwykle mamy krótkie, dlatego maksymalnie chcemy je wykorzystać i jeździmy na nartach czy snowboardzie właściwie od rana do wieczora. A o wypadek wtedy nietrudno. Michał Szyszka, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu z Centrum Medycznego Gamma w Warszawie podpowiada, co robić, aby uniknąć kontuzji, a jeśli się zdarzy, gdzie szukać pomocy.

Pan jeździ na nartach albo na snowboardzie? Jak przygotowuje się Pan do sezonu?

Jeżdżę na snowboardzie. Od wielu lat staram się spędzić kilkanaście dni na stoku. Za każdym razem starannie przygotowuję się do sezonu. Ponadto uprawiam wiele dyscyplin sportu, więc cały czas jestem w ruchu. Mimo to, po pierwszych dwóch dniach jazdy zaczynają boleć mnie mięśnie. Dlatego, jeśli planujemy wyjazd na narty, zacznijmy ćwiczyć miesiąc, dwa wcześniej. Dzięki temu przygotujemy się fizycznie do wielu godzin na stoku.

Czy przed sezonem warto odwiedzić ortopedę?

Dajemy radę:

​Jeśli nasze kolana chorują zwyrodnieniowo czy są po urazach, to warto przed sezonem wzmocnić mięśnie kończyn dolnych, żeby te kolana trochę odciążyć. Jeżeli mimo ćwiczeń kolana dalej bolą, dobrym pomysłem jest wizyta u ortopedy. Chodzi o to, żeby sprawdzić, czy schorzenie, które mamy, może w jakimś stopniu ograniczać nas na stoku. Po wielu godzinach jazdy choroba czy zwyrodnienia stawów mogą dodatkowo predysponować nas do urazu. Dlatego warto wiedzieć, co robić, by temu zapobiec.

Jak jeździć, żeby zminimalizować ryzyko kontuzji? 

Przede wszystkim trzeba być wypoczętym, wyspanym. Sposób jazdy, czas spędzony na stoku musimy też dostosować do naszej formy, wieku, musimy mieć świadomość, że pewnych tras, ewolucji – z różnych względów – robić nie powinniśmy. Rozsądek jest najważniejszy. Należy unikać godzin, podczas których na trasach panuje natężony ruch. Kluczowe jest też to, żeby na stoku mieć ograniczone zaufanie innych narciarzy. Tak jak na drodze, kiedy kierujemy samochodem, tak na stoku musimy być maksymalnie skupieni.

Bardzo dobrą regułą jest odpuszczanie ostatniego zjazdu. Bo to właśnie wtedy, kiedy zjeżdżamy „ten ostatni raz”, dzieje się coś złego. Jesteśmy już zmęczeni, osłabieni i łatwiej wówczas o kontuzję. Sporo wypadków zdarza się, gdy już dojeżdżamy do dolnej stacji wyciągu, jesteśmy odprężeni, stajemy na nartach, śnieg jest tam oblodzony albo są muldy, trudniej nam zapanować nad ewentualnym upadkiem. Dlatego powtórzę – bądźmy cały czas skupieni na tym, co robimy i co dzieje się wokół nas. 

A jeśli zdarzy nam się wywrotka, to co możemy zrobić, by złagodzić jej skutki?

Sam upadek to ułamki sekundy i skontrolować go jest ciężko. Ale zawsze warto starać się upadać na miękki śnieg. Nie ratujmy się za wszelką cenę, bo wtedy może dojść do urazów np. nadgarstka czy skręceń stawów. 

Jakie urazy narciarzom i snowboardzistom zdarzają się najczęściej?

U narciarzy to są głównie urazy kończyn dolnych – kolana, podudzia, czasem kości udowej, kości piszczelowej. Najczęściej dochodzi do zerwania wiązadeł pobocznych, krzyżowych, uszkodzeń łąkotek czy złamań.

Z kolei snowboardzistom, oprócz urazów kolan, okolic pośladków, najczęściej zdarzają się urazy nadgarstka.

Czy zawsze po upadku trzeba zgłosić się do lekarza?

Dajemy radę:

​Po lekkim upadku zgłośmy się przynajmniej do punktu medycznego przy stoku. Jeśli dolegliwości nie mijają, pojawia się ból, obrzęk, wysięk ze stawu, dobrze jest – nawet już po urlopie – udać się do ortopedy. Najlepiej szukać pomocy w ośrodkach, które specjalizują się w leczeniu urazów sportowych. Wówczas mamy pewność, że jesteśmy w rękach dobrych specjalistów.

Taka kontrola jest ważna, bo każdy inaczej reaguje na ból. Są tacy narciarze, którzy zażyją tabletkę przeciwbólową, przyłożą do bolącego miejsca zimny kompres i następnego dnia wracają na stok. U niektórych zerwanie więzadeł w kolanie powoduje całkowite unieruchomienie, a u innych ból, który pozwala na aktywność, „tylko to kolano jest jakieś inne, luźniejsze”. Przy urazie łąkotki na przykład każdy kolejny dzień na stoku może prowadzić do całkowitego jej zmiażdżenia – jak w kuchennym moździerzu. A wtedy powrót do pełnej sprawności może być bardzo trudny albo nawet niemożliwy. I z pozoru błahy wypadek – jeśli nie sprawdzimy, co się stało – może być przyczyną poważnego i długiego leczenia.

Jednym z elementów leczenia urazów sportowych jest rehabilitacja. Dlaczego jest ona taka ważna?

Jeśli dojdzie już do urazu, który wymagał operacji czy leczenia unieruchomieniem lub obciążeniem kończyny, to powrót do pełnej sprawności nie jest możliwy bez odpowiedniej rehabilitacji, czyli takiej, która odbuduje zakresy ruchów, masę mięśniową i przywróci nam kontrolę nad kończyną. Te wszystkie czynniki możemy zrealizować tylko podczas rehabilitacji prowadzonej pod okiem wykwalifikowanych fizjoterapeutów. Trzeba też pamiętać, że rehabilitacja wymaga cierpliwości, bo uszkodzone tkanki potrzebują czasu na odbudowę. Do aktywności fizycznej możemy wrócić dopiero wtedy, gdy rehabilitant lub ortopeda dadzą nam zielone światło.

Rozmawiała Agnieszka Wrzesień

DajemyRadę.pl