menu
DajemyRadę.pl / Skąd wziąć motywację do biegania?

Skąd wziąć motywację do biegania?

Zdrowie i Życie

Zaczęliście biegać, ale… brakuje postępów, bolą kolana, robi się nudno, idzie zima, nie wiecie co dalej? Macie ochotę rzucić to w kąt? Posłuchajcie porad eksperta – Anny Pawłowskiej-Pojawy, maratonki, organizatorki biegów, autorki popularnego bloga aniabiega.blox.pl, a zawodowo – specjalistki od PR.

Anna Pawłowska-Pojawa
Anna Pawłowska-Pojawa
maratonka, autorka bloga aniabiega.blox.pl

M.B. Wstałaś z przysłowiowego fotela, choć wcześniej mało się ruszałaś. Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku?

A.P. Jak wielu poczatkujących – zaczynałam za szybko, biegłam do utraty tchu, a potem „umierałam”. Kiedy zaczynałam biegać, nie było jeszcze tyle informacji w sieci na ten temat. Trzeba było poszukać naprawdę głęboko. To się na szczęście zmieniło, ale nadal wielu poczatkujących robi ten sam błąd. I szybko się zniechęca.
Kolejnym wyzwaniem była systematyczność. Na to też znalazłam sposób – zawody, sprawdzanie się co kilka tygodni. Szybki postęp bardzo motywował. Dziś znacznie łatwiej o lokalne zawody niż kilka lat temu. Imprezy biegowe są dla wszystkich. Zarówno „szybkobiegacze”, jak i początkujący są mile widziani.

M.B. ​Czy na początku miałaś chwile zwątpienia? 

A.P. Chwile zwątpienia i chęć „rzucenia w kąt” biegania pojawiły się dopiero po 2–3 latach. Wtedy skończyły się szybkie postępy, a coraz trudniejszy trening zamiast oczekiwanych efektów przynosił narastające zmęczenie. Coraz częściej robiłam przerwy, żeby zatęsknić za bieganiem. Momentem przełomowym był obóz Tatra Running – luty, Zakopane, śnieg po pas, mróz, a my biegamy po górach. I wtedy uświadomiłam sobie, że przecież bieganie jest pasją, przyjemnością, a nie kolejnym obowiązkiem, punktem w planie dnia.

M.B. Jednak spadki motywacji czy zniechęcenie zdarzają się każdemu. Czy masz na nie sposoby? 

A.P. Mam dwie metody. Pierwsza – wyznaczam sobie cel, czyli najczęściej jakiś zagraniczny maraton, bo wtedy jest większa motywacja. Zapisuję się i szybko robię opłatę, rezerwuję samolot i nocleg. To mi wystarczy za motywator. A drugi sposób – to mały reset, kilka dni bez biegania lub biegania bardzo sporadycznego, za to wycieczki w stronę innych aktywności – pływanie, rower, rolki. Zimą moją nowa miłością są biegówki… 

Anna Pawłowska-Pojawa na mecie Maratonu Warszawskiego, 2012.

© fot, Maksymilian Rigamonti

M.B. Dużym demotywatorem dla poczatkujących są kontuzje, które właśnie ich dopadają najczęściej. Czy ty również miałaś z tym problem?

A.P. ​Szczęśliwie kontuzje mnie omijają. Dbam też, żeby zimą dodawać do planu trening ogólnorozwojowy na hali. Przez ostatnie dwa sezony dodałam pływanie, żeby wzmocnić całe ciało. Podczas długiego biegu mocny korpus, brzuch, grzbiet bardzo się przydają. No i oczywiście zdrowy rozsądek – kiedy coś zaczyna boleć, warto odpuścić, a nie „rozbiegiwać”. Generalnie słuchanie swojego organizmu jest bardzo cenną umiejętnością, którą nabyłam dzięki bieganiu.

M.B. Podziwiam Cię, ponieważ potrafisz regularnie, co weekend, samotnie pokonywać po 30 km. Długie dystanse znajdują się w wielu planach treningowych. Jaki jest twój sposób na nudę podczas długiego biegu?

A.P. ​Najbardziej lubię pokonywać te 30-kilometrowe trasy w zimie. Zawsze wtedy myślę o Justynie Kowalczyk – i od razu mi się lepiej biegnie. Mówi się, że ludzie inteligentni nie nudzą się sami ze sobą ;) I tego powiedzenia się trzymam. Na długie wybiegania zabieram ze sobą radio – nie samą muzykę, nie audiobooka, a żywe radio, w którym po drodze mogę posłuchać inspirujących historii. To także mój sposób na mały weekendowy odpoczynek od codziennego kieratu.

M.B. Masz trudną, stresującą pracę, piszesz bloga, masz wiele innych zajęć. Skąd znajdujesz energie, żeby wstać o 5:00 czy 6:00 rano lub wyjść na trening wieczorem po pracy?

A.P. ​Zdarza się, że mi się nie chce. Ale gdy sobie pomyślę, jak się będę czuła, jeżeli nie pobiegam, to udaje mi się jakoś wstać. Natomiast, jeżeli zmęczenie jest tak wielkie, że cały organizm protestuje – odpuszczam. Regeneracja to też element treningu. Amatorzy powinni się nauczyć, że czasami warto zrobić dodatkowy dzień wolny, żeby kolejny trening był udany, niż na siłę próbować walczyć z organizmem. To też dotyczy przeziębień i innych sytuacji, kiedy organizm daje sygnał do lekkiego zwolnienia. Warto go posłuchać.

Anna Pawłowska-Pojawa podczas Maratonu Dbam o Zdrowie w Łodzi.

© fot. Tomasz Pojawa

Rady Anny dla poczatkujących:

  • Po pierwsze – nie spiesz się, nikt cię nie goni (chyba, że na zawodach). Lepiej iść do przodu małymi krokami, niż sadzić susy i złapać kontuzję, bo za dużo i za szybko chcemy osiągnąć.
  • Po drugie – jak przebiegniesz swoje pierwsze 5 lub 10 km – nie zapisuj się od razu na maraton. Zbyt ciężki trening może odstraszyć każdego.
  • Po trzecie – zapisz się na zawody, a jeszcze lepiej – na cykl zawodów, które odbywają się regularnie na tej samej trasie. Będziesz widzieć nawet drobne postępy, a to szalenie motywuje. A poza tym masz szanse spotykać regularnie tych samych ludzi i nawiązać fajne znajomości.
  • Po czwarte – wyznacz sobie cele. Nie nazbyt ambitne, ale realne. I nie na święty nigdy ani nie na jutro – rozsądna perspektywa czasowa pozwoli się dobrze przygotować, ale nie powinna dawać czasu na rozleniwienie.
  • Po piąte – po biegu, który był głównym celem w danym sezonie lub części sezonu, zrób sobie kilka dni, a nawet tydzień czy dwa przerwy od biegania (ale nie od aktywności w ogóle).
  • Po szóste – bieganie to nie tylko klepanie kilometrów. Urozmaicaj trening, rób podbiegi, krosy, siłę biegową, umów się albo po prostu dołącz do jakiejś grupy biegowej w Twojej okolicy – to zawsze motywuje.
  • Po siódme – zwolnij. Bo czasami – paradoksalnie – trzeba się nauczyć biegać wolno, żeby przyspieszyć. Przećwiczyłam na własnej skórze, a raczej – na własnych nogach.          

Rozmawiał Maciej Buczkowski

DajemyRadę.pl