menu
DajemyRadę.pl / 2014 dla kieszeni Kowalskiego

2014 dla kieszeni Kowalskiego

Każdy z nas zastanawia się, co przyniesie nadchodzący rok. Niestety nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości patrząc w szklaną kulę. Od czego jednak są znawcy tematu? O wyzwaniach i szansach, jakie niesie ze sobą rok 2014 opowiada Tomasz Jaroszek, finansista, bloger Doradca.tv

Tomasz Jaroszek
Tomasz Jaroszek
Finansista, bloger Doradca.tv

A.D. W nowy rok wchodzimy zawsze pełni nadziei, że będzie przełom w gospodarce. Nareszcie się uda i wskaźniki PKB pójdą w górę. Gdzieś w głębi duszy chcemy, by stał się cud. Stanie się? Będzie lepiej, to koniec kryzysu?

T.J. ​ Jeśli spojrzymy na nasze wskaźniki na tle innych krajów Europy, to jest się czym pochwalić i niektórzy mogą nazwać to cudem. Faktycznie przechodzimy przez kryzys łagodniej, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Polska jest na zupełnie innym etapie rozwoju niż dojrzałe kraje, które dzisiaj są przytłoczone długami zaciąganymi przez lata. Ja jestem nastawiony optymistycznie zarówno jako przedsiębiorca, jak i inwestor giełdowy, ale słowo „kryzys” będzie jeszcze długo krążyć po świecie, chociaż w różnych krajach będzie inaczej rozumiane. 

A.D. Czyli zrównoważony optymizm. W takim razie, jak sądzisz, jak kierunki zmian w gospodarce wskazywane przez rząd w 2014 roku odbiją się na kieszeni przeciętnego Kowalskiego – czy któraś z zapowiedzi, na przykład plan ratunkowy rządu, jest ważna dla nas szczególnie? Rośnie deficyt, cudów tu nie będzie na pewno, ale jak to wpłynie na nasze domowe budżety?

T.J. Po latach nauczyłem się, że najważniejsze jest odróżnianie obietnic od zapowiedzi i sygnałów ostrzegawczych. Na obietnicę nie ma co liczyć, bo każdy polityk szybko zapomina, co mówił zaraz po tym, jak zasiądzie w sejmowej ławie. Sam deficyt jest niebezpieczny w długim terminie, większość Polaków nie ma pojęcia, ile wynosi i nie jest to im kompletnie potrzebne do szczęścia. Myślę, że na noworoczne prezenty najbardziej czekają przedsiębiorcy, którzy są regularnie pomijani lub nakłada się na nich kolejne obciążenia. Filarem polskiej gospodarki są małe firmy, one od lat czekają na cud, ale obietnice polityków idą w stronę pracowników, a nie pracodawców.

A.D. ​No dobrze, deficytem się Kowalski nie będzie przejmował, ale które z planowanych ustaw finansowych mogą być w praktyce najbardziej odczuwalne dla domowego budżetu? 

T.J. ​Myślę, że odczujemy wzrost akcyzy, może nawet część palaczy zastanowi się nad rzuceniem nałogu. Akcyza i VAT to najłatwiejszy sposób, żeby szybko zasilić państwową kasę, wystarczy zmiana o 1 punkt do góry. Wzrosną podatki od nieruchomości, ale stanieje energia i gaz. Myślę, że to nie będzie mocno odczuwalne. Problemem jest dysproporcja – po prostu ceny rosną szybciej niż nasze zarobki. Niskie stopy procentowe to tani kredyt, ale nie chcę kusić nikogo, bo przy naszych skromnych oszczędnościach życie na kredyt odbije się czkawką, kiedy przyjdą naprawdę ciężkie lata. Najważniejsze mogą okazać się miliardy wpompowane w inwestycje, ale to obecnie jest owiane sporą tajemnicą.

A.D. ​A jak nowo przyjęta przez rząd ustawa o OFE powinna zmienić nasz sposób myślenia o przyszłej emeryturze?

T.J. ​Ja zdałem sobie sprawę, że obietnice można łamać i nie ma żadnej pewnej emerytury ze strony państwa. Rozumiem, że pieniądze zabierane mi przymusowo nie są moje, ale porównanie z amerykańskiego Forbesa do komunistycznych zapędów jest dla mnie jak najbardziej trafne. Były pieniądze, a będą wirtualne zapisy księgowe. Bardziej skłaniam się ku teorii o istnieniu UFO we wszechświecie niż prawdziwych pieniędzy w ZUS-ie. Polacy powinni zdać sobie sprawę, że demografia wygląda jak odbezpieczony pistolet skierowany w naszą stronę, ale wystrzeli dopiero za kilkadziesiąt  lat. Można tego uniknąć, jeśli zaczniemy sami oszczędzać na emeryturę już teraz.

A.D. Czy utrzymana na poziomie z 2013 roku stawka podatku VAT da nam żyć? Jak wpłynie na nasze portfele?

T.J. Podnosić podatki jest bardzo łatwo, trudniej jest je obniżyć. Niższego VAT-u szybko nie zobaczymy, najbliższy termin, kiedy to w ogóle będzie możliwe to rok wyborczy. Najbardziej boję się o zawirowania na rynkach finansowych lub konflikty międzynarodowe, które mogą podnieść np. ceny ropy. Nie można ich przewidzieć, a mają wpływ na wzrost cen w Polsce. Wysokie ceny paliwa i energii mają z kolei wpływ na ceny praktycznie wszystkiego.

A.D. Czy bezrobocie szacowane na poziomie ponad 13% ma szansę się zmniejszyć? Co może zrobić rząd, aby zwiększyć tempo wzrostu gospodarczego? A może my jakoś rządowi możemy pomóc? Kowalski powinien więcej kupować?

T.J. Na pewno rząd nie powinien psuć. Uważam, że umowy o dzieło i zlecenie nie są idealnym rozwiązaniem, ale przymusowe odprowadzanie od nich składek na ZUS uderzy w młodych ludzi na rynku pracy. Przedsiębiorcy z mikro- i małych firm nie zatrudniają, bo koszty zatrudnienia są ogromne. Gdyby udało się tutaj odciążyć przedsiębiorców i zmniejszyć koszty zatrudnienia, to mogłoby to być rewolucyjną zmianą. Polacy i tak dużo kupują, ratowało to w czasie, kiedy nazywano nas po raz pierwszy zieloną wyspą. Nie powinniśmy przesadzić, bo mamy bardzo małe oszczędności, które w czasach kryzysowych topnieją. Nie oszczędzamy na emerytury sami, nie mamy często z czego odkładać. Osobiście wolałbym, żebyśmy dostali pomoc od rządu, ale nie w postaci ryby, tylko wędki. Deregulacja, niższe podatki, niższe koszty pracy – to naprawdę rozbuja wzrost gospodarczy znacznie mocniej niż zapowiedź inwestycji, gdzie jak zwykle do przetargu stanie kilka największych firm.

A.D. ​No dobrze, ale planowane inwestycje na poziomie 700-800 mld złotych muszą pozytywnie wpłynąć na rozwój gospodarki, a tym samym na rozwój firm, które zwiększą zatrudnienie? Czy to nie wpłynie to na rozwój małych firm? Myślenie życzeniowe?

T.J. ​Chciałbym, żeby w końcu poprawił się los małych firm, bo na ich barkach spoczywa gospodarka. Mamy coraz lepszą kadrę nawet w państwowych molochach, więc jest nadzieja, że pieniądze nie będą źle wykorzystane. Na pewno zastrzyk finansowy w gospodarkę to zawsze coś, co pobudza – najlepiej pokazują to Stany Zjednoczone, które wprost drukują pieniądze, żeby wskrzesić wzrost. Jednak porównywanie strategii USA na wyjście z kryzysu z naszą, to jak zestawienie naszych piłkarzy z ekipą brazylijską. Przed nami kilka lat ciężkiej pracy, ale i ogromne możliwości. Nie przypomnę sobie, kto to pierwszy powiedział, komentując wielkość unijnego budżetu i nasze inwestycje, ale do 2020 mamy nasz ostatni darmowy lunch. Później radzimy sobie sami.

Rozmawiała Agnieszka Durska

DajemyRadę.pl