menu
DajemyRadę.pl / Przyjemne z pożytecznym, czyli z pasją o pracy

Przyjemne z pożytecznym, czyli z pasją o pracy

Finanse

Przekucie pasji w pracę zarobkową wymaga determinacji i cierpliwości. Być może droga do sukcesów będzie długa i wyboista, ale warto zawalczyć o satysfakcjonujące życie zawodowe. Praca, którą lubimy? Tak, to możliwe!

Etat od 8 do 16, luźne piątki, wolne weekendy i wczasy pod gruszą w pakiecie socjalnym – dla jednych marzenie, dla innych udręka. 

Idealna praca to pojęcie względne

Nasza osobowość i predyspozycje w ogromnej mierze determinują fakt, czy i w jakiej pracy będziemy się spełniać. Zanim więc ruszymy na podbój świata i zaczniemy analizować rynek pracy, pokuśmy się o refleksję nad sobą.

Odpowiedzmy na trzy pytania: 

  1. CO? Które z naszych umiejętności dają nam radość?
  2. GDZIE? W jakim miejscu chcielibyśmy pracować? O jakim środowisku pracy marzymy i czy będziemy tam mogli rozwinąć skrzydła?
  3. JAK? Wiemy co i gdzie. Czas na przeanalizowanie rynku pracy, rozpoznanie stanowisk pod kątem naszych oczekiwań i odpowiedzenie sobie na pytanie: jak chcemy dostać tę wymarzoną pracę. 

Część z nas spełni się w roli księgowych, analityków finansowych lub bankowców. Inni będą się realizować na stanowiskach przedstawicieli handlowych, czy energicznych managerów. Pozostali odnajdą się w zawodach artystycznych. Ważne, aby nie poddawać się presji otoczenia (bo ty musisz; bo ty powinieneś; bo nie wypada, żeby syn prawnika był jakimś tam social media specialist…) i dążyć do realizacji swoich marzeń.

Dobry przykład daje wszystkim niedowiarkom Tomek Tomczyk vel Kominek. W swojej książce Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj wspomina:

Kiedy jako dziecko chodziłem do kina, wmawiałem sobie, że na srebrnym ekranie widzę moich przyszłych kolegów. Kiedy kupowałem książki, wierzyłem, że pewnego dnia napiszę własne. Kiedy oglądałem programy podróżnicze, obiecywałem sobie, że pewnego dnia zobaczę, doświadczę tego, co większość ogląda tylko w telewizji. Zamykałem się w pokoju na całe weekendy i pisałem.

Kominek

Tomek jest na dobrej drodze, by zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa, konsekwentnie dąży do celu. 

Satysfakcja to motywacja

Praca nawiązująca do naszych zainteresowań, pozwalająca na osobisty i zawodowy rozwój to ta, w której dużo trudniej o znużenie, zmęczenie i wypalenie zawodowe. Motywacja do jej wykonywania pochodzi bowiem z nas samych. Dużo trudniej utrzymać motywację zewnętrzną i pracować np. tylko dla pieniędzy, premii lub dyplomów.

Mówi o tym Izabela Kielczyk, psycholog biznesu, coach i trener:

Jak lubimy to, co robimy, to mamy do czynienia z zupełnie innym rodzajem motywacji. Jesteśmy wtedy tak zaangażowani, że zewnętrze motywatory w postaci wysokiego wynagrodzenia czy benefitów nie są nam prawie potrzebne. Takie bezgraniczne zaangażowanie się w coś, co lubimy robić, jest nawet nazywane w psychologii efektem flow, to rodzaj takiego zatracenia się, transu. Natomiast, jeśli robimy coś tylko dla pieniędzy czy prestiżu, to po jakimś czasie może nas to znużyć. W takiej sytuacji ciągle oczekujemy też coraz większych nagród finansowych, ale po pewnym czasie znów nam one nie wystarczają i w ten sposób tracimy ochotę do dalszych działań.

Izabela Kielczyk (kariera.pracuj.pl)

Jeżeli więc czujemy, że utknęliśmy w pracy, która po prostu nie jest dla nas – podejmijmy decyzję o zmianie, a później powoli, konsekwentnie i z namysłem zrealizujmy decyzję i urealnijmy zmianę. Najtrudniejszy pierwszy krok…

Dajemy radę:

Wykonując pracę, która nas pasjonuje, jesteśmy bardziej efektywni i kreatywni. To zwykle przekłada się na uznanie przełożonych, możliwości awansu i wyższe zarobki.
Robiąc to, co lubimy, czujemy się też szczęśliwsi i bardziej spełnieni. Wpływa to na nasze zdrowie i ogólną kondycję.
Dlatego, jeśli nie lubimy dotychczasowej pracy, warto pomyśleć o zmianie stanowiska, firmy, a nawet branży. To trudna decyzja, która może okazać się bardzo opłacalna! 

Stwórzmy sobie miejsce pracy

Dla części społeczeństwa praca jest sposobem na zdobycie prestiżu i zarobienie pieniędzy. Pieniądze zaś są środkiem, dzięki któremu w wolnym czasie możemy realizować swoje hobby. Inni z kolei hołdują zasadzie, że skoro pracy poświęcamy sporą część swojego czasu, należy zrobić wszystko, aby była ona potrzebna, angażująca i powiązana z pasjami.
Jeżeli na rynku pracy nie ma ofert „dla nas”, a uruchomienie wszelkich znajomości nie przynosi efektu w postaci wymarzonego stanowiska, nie pozostaje nam nic innego jak tylko stworzenie sobie miejsca pracy. Przyglądamy się swojemu hobby, tworzymy biznesplan i zaczynamy zarabiać na swojej pasji. 

Maciej Mogielnicki, właściciel firmy OesRecords, która jest najbardziej rozpoznawalną ekipą filmującą rajdy samochodowe w całej Polsce (http://www.oesrecords.pl), tak mówi o początkach swojej działalności: 

Wszystko zaczęło się od wyjazdu na tor Fiata w Bieruniu w 2004 roku. Brat mojej żony startował wtedy w motozawodach. Po tej imprezie zmontowałem swój pierwszy klip i już wiedziałem, co chcę robić w życiu! Początki były trudne, pracowałem na etacie, prawie każdy weekend spędzałem poza domem, szkoląc warsztat na kolejnych imprezach. Przełomowym okazał się rok 2010 – jeden z kierowców rajdowych poprosił mnie o zrobienie filmu i zdjęć z jego wesela. Wiedzieliśmy, że to jest ten moment, że teraz albo nigdy. Wzięliśmy kredyt na zakup porządnego profesjonalnego sprzętu i stawiliśmy czoła nowym wyzwaniom… i zaczęły napływać kolejne zlecenia. Obecnie w firmie mamy dwie ekipy weselne i ekipę rajdową, zajmujemy się również produkcją filmów reklamowych, oferujemy fotografię ślubną i dziecięcą. Teraz wiem, że można pracować z pasją i na pasji zarabiać – trzeba tylko z uporem dążyć do celu!

Maciej Mogielnicki (OesRecords)

Maciej Mogielnicki, OesRecords

Magdalena Olearczyk, właścicielka firmy Trashki (www.trashki.pl) , która zajmuje się szyciem toreb z banerów reklamowych, tak mówi o swoim eko-biznesie:

Z perspektywy czasu myślę, że ten pomysł długo pracował, różnymi ścieżkami do mnie szedł i jakoś kilka wątków splotło się, zszyło w tę bannerową torebkę. Pierwszą torebkę z bannerów reklamowych widziałam w Barcelonie – wykonaną z bannerów wiszących na stacjach metra. Zachwyciła mnie ta idea upcyklingu, czyli twórczego przetwarzania „śmieci”. Celowo daję cudzysłów, bo pojęcie śmiecia jest bardzo względne. Zaczęłam więc drążyć i tak zaczął się proces wkręcania w tę narrację ekologiczną, a eko-wątki od dawna były mi bliskie... I zadałam sobie pytanie, czemu nie uszyć sobie takiej torebki, przecież bannerów ci u nas bez liku. I tak to się zaczęło. Trafiłam na projekt „Zostań Małopolskim Przedsiębiorcą II” z dotacją na rozpoczęcie działalności – innowacje, ekologia etc. Postanowiłam spróbować i udało się! Firma ruszyła w grudniu 2010 roku, a ja w tym wszystkim odnalazłam jakiś sposób na siebie, na swoje działanie, na ogarnięcie swojego świata… Obecnie działalność się rozkręca, na mojej głowie jest cała logistyka, ale także: pozyskuję materiał, czuwam, wycinam, myję, składam, komponuję, dopieszczam, dbam o detale, nadzoruję proces... Szycie zlecam profesjonalnej kaletniczce, pani Wandzie. Social mediami zajmuje się mój mąż, Łukasz. On fotografuje i umieszcza produkty na stronach internetowych – w naszym sklepie, na partnerskich portalach etc. Promuję firmę również na różnego rodzaju targach hand made’owych – coraz częściej jesteśmy tam całą rodziną, z rocznym synem Antonim. Trashki za 10 lat? Czuję, że ten rok jest kluczowy... ale tak, widzę to! Hala tak duża, że można swobodnie rozłożyć ogromny banner i swobodnie sobie po nim spacerować, nim się go pokawałkuje. Kilku pracowników – praca podzielona, ktoś wycina, ktoś projektuje, ktoś ogarnia social media. Własna niewielka szwalnia i własny koncept sklep z kawiarnią.

Magdalena Olearczyk (Trashki.pl)

Magdalena Olearczyk, Trashki.pl

DajemyRadę.pl